Powołania z parafii

Wspomnienie o ś.p. o. Władysławie Pipce

 (autor tekstu - Br. Benedykt Belgrau OCD - karmelita bosy) 

W dniu 9 kwietnia 1986 roku w naszym klasztorze w Łodzi zmarł, w wieku 30 lat o. Władysław Pipka od Matki Bożej Czernieńskiej, karmelita bosy. 

Pan odwołał go z tego świata, gdy miał za sobą 10 lat życia zakonnego i niecałe 4 lata posługiwania kapłańskiego. Był dobrze zapowiadającym się kapłanem i zakonnikiem. 

Bóg, wobec każdego z nas ma swoje plany i nie wiemy, kiedy każe zdać sobie sprawę ze swego włodarstwa. Pan, Władca życia i śmierci dał o. Władysławowi tę łaskę, że mógł się przygotować na zejście z tego świata. Ostatnie miesiące jego życia były rzeczywistym dojrzewaniem ku niebu. Pan dotknął go cierpieniem, wystawił na próbę jego wiarę, cierpliwość, dojrzałość chrześcijańską. O. Władysław przeszedł zwycięsko przez te wszystkie doświadczenia, jako wierny uczeń swego Mistrza Jezusa Chrystusa przygotowywał się na ten trudny egzamin.

Dokładnie przed 80 laty w Dijon, we Francji umierała 28-letnia s. Elżbieta od Trójcy Świętej, karmelitanka bosa, którą dwa lata temu wyniesiono na ołtarze. 

Jakżeż te ich ostatnie miesiące były do siebie podobne. Zarówno o. Władysław jak i s. Elżbieta trwając w odkupieńczym cierpieniu, oddawali kroplę po kropli swego życia w ofierze dla Pana. 

Władysław Józef Pipka urodził się 3 lipca 1956 roku w Mechelinkach koło Gdyni, parafia Kosakowo, w diecezji chełmińskiej. Sakrament chrztu otrzymał 15 lipca w miejscowym kościele parafialnym. 

Jego rodzice to Leon i Cecylia z domu Dominik. Stryj jego mamy, śp. Konstantyn Dominik jest Sługą Bożym, który przed II wojną światową był biskupem chełmińskim. Słynął ze świątobliwego życia. Zmarł na wygnaniu w Gdańsku w 1942 roku.

Władysław przyszedł na świat jako czwarte dziecko. Jego rodzice posiadali gospodarstwo rolne. Najstarszy brat Władysława, Alojzy urodził się w r. 1948. W 1976 r. otrzymał święcenia prezbiteratu w Krakowie i jest obecnie kapłanem zakonnym naszej prowincji. Jego imię zakonne to o. Jozafat od św. Dominika. 

Oprócz najstarszego brata o. Władysław miał cztery siostry: Teresę ur. w 1950 r., Helenę ur. w 1954 r., Marię ur. w 1963 r. i Annę ur. w 1968 r.

O. Władysław od najmłodszych lat pomagał swoim rodzicom w gospodarstwie. Wielki wpływ na jego wychowanie wywarła praca. To poczucie obowiązku i pracowitość, które kształtowały się u niego od najmłodszych lat pozostały na całe życie. 

Jego rodzice borykali się z wielkimi trudnościami. Zanim Władek się urodził, trzeba było dźwignąć gospodarstwo ze zgliszczy wojennych. Gdy zostały odbudowane budynki gospodarskie, w 1955 r., z niewyjaśnionych przyczyn wybuchł pożar i zniszczył wszystko, łącznie z maszynami rolniczymi. Został tylko stary dom mieszkalny, również bardzo zniszczony po ostatniej wojnie. Trzeba było od nowa budować oborę i stodołę. W takich ciężkich warunkach przyszedł na świat Władek.

Jego ojciec na skutek „polityki stalinowskiej i wielkiego trudu przy odbudowie gospodarstwa stracił zdrowie. 

O. Władysław uczęszczał do szkoły podstawowej mieszczącej się w sąsiedniej wsi, w Mostach, począwszy od roku 1963. Był wybitnie zdolny i pomimo, że mało czasu mógł poświęcać na naukę, ponieważ dużo pomagał w gospodarstwie, osiągał bardzo dobre wyniki w nauce. 

W 1965 r. rodzice Władysława zaczynają budować nowy dom mieszkalny. W tym samym roku, jego najstarszy brat udał się do niższego seminarium. A zatem dodatkowe obowiązki spadły na Władka. 

Mając 8 lat został ministrantem, a następnie lektorem w kościele parafialnym w Kosakowie. 29 maja 1966 r. przyjmuje w tymże kościele pierwszą Komunię świętą. W tym samym roku w dniu 27 listopada, z rąk bpa. Bernarda Czaplińskiego, otrzymuje sakrament bierzmowania. Choć do kościoła miał 4 km, to wiernie spełniał obowiązki ministranta i od pierwszej Komunii świętej przystępował w każdy pierwszy piątek miesiąca do sakramentu pokuty i Eucharystii. Miał już wtedy wielkie nabożeństwo do Maryi. Młody Władysław prawie w każdą środę chodził z mamą i siostrami na nowennę do Matki Boskiej Nieustającej Pomocy, która jest główną patronka diecezji chełmińskiej. 

Stan zdrowia jego taty ciągle się pogarszał, a tym samym musiał coraz więcej pomagać mamie przy pracy w gospodarstwie. Jako kilkunastoletni chłopak wykonywał końmi prace polowe. Ósmą klasę ukończył w 1971 r. ze wspaniałym świadectwem. W tym samym roku zaczął uczęszczać do Liceum Ogólnokształcącego o profilu matematyczno – fizycznym w Gdyni. Wszyscy się dziwili, dlaczego wybrał „ogólniak”, a nie szkołę zawodową czy technikum. Zdrowie jego taty jeszcze bardziej się pogarszało. Władek miał być jego następcą w gospodarstwie. Wtedy rodzice wezwali swego starszego syna kleryka, by przyjechał i dowiedział się od Władka jakie ma plany na przyszłość. Dlaczego wybrał liceum a nie inną szkołę. Wtedy Władysław zwierzył się swemu bratu ze swych planów – chce pójść w jego ślady i chce zostać karmelitą bosym. 

Gdy rodzice dowiedzieli się o tym, stwierdzili, że nie można mu przeszkadzać w jego zamiarze. 

Jego powołanie do zakonu dojrzewało powoli, ale gruntownie. Codziennie rano jeździł do szkoły, po południu pracował w gospodarstwie. Wieczorem, gdy wszyscy udawali się spać, zabierał się do odrabiania lekcji. Mimo, że miał tak mało czasu na naukę w liceum był zawsze na czele. Tak było do matury. Po zdaniu egzaminu dojrzałości w maju 1975 r. profesorowie namawiali go, aby kontynuował naukę na studiach, gdyż miał wybitne uzdolnienia matematyczno – przyrodnicze.

Ale Władek chciał być wiernym głosowi swego Mistrza Jezusa Chrystusa, który już od paru lat wzywał go do swego naśladowania. Zrezygnował z tych możliwości i perspektyw, jakie przed nim otwierały się w świecie. 

Pod koniec czerwca 1975 r. w sąsiedniej wsi – Mostach, przebywała grupa postulantów karmelitańskich, którzy po zdaniu matury w Poznaniu, przyjechali na odpoczynek nam morze. 

Jako, że Władek od dłuższego już czasu myślał o Karmelu, często przychodził do Mostów i spotykał się z nimi. 

Wreszcie nadszedł dzień 3 lipca – urodziny Władka. Do domu Pipków w Mechelinkach przyjechało mnóstwo goście. W tym roku uroczyściej niż zwykle obchodzono ten dzień. Na Kaszubach istnieje zwyczaj świętowania urodzin, rzadziej imienin. Władek zaprosił również swoich niedawno poznanych kolegów postulantów, przyszłych współbraci w zakonie. W tym też dniu pożegnał się z wszystkimi swoimi krewnymi i pod wieczór udał się wraz ze wspomnianymi postulantami do Gdyni na pociąg. 

Decyzja ta nie była łatwa. Ojciec był już ciężko chory, starszy brat w zakonie, starsza siostra Teresa już pracowała, dwie najmłodsze siostry pozostające w domu były małe. 

Gdy poszedł pożegnać się ze swoją matką chrzestną, mieszkającą również w Mechelinkach usłyszał od niej takie słowa: „Władku, co ty chcesz zrobić? Ty chcesz osierocić mamę i dwie małe siostrzyczki. Widzisz, że tata jest chory?”

Z pomocą przyszła mu jego starsza siostra Teresa pracująca w stoczni im. Komuny Paryskiej w Gdyni. Powiedziała wtedy do niego (była to ich tajemnica): „Władku, jeśli chcesz jechać, jedź. O nas się nie martw, poradzimy sobie. Zwolnię się z pracy i pomogę mamie w gospodarstwie” i tak też zrobiła. 

W drodze do Krakowa, 4 lipca 1975 r. Władysław wraz ze swoimi przyszłymi współbraćmi zatrzymał się w Częstochowie. Tam, u stóp Królowej Polski, powierzył jeszcze raz Maryi swoje powołanie do jej zakonu. Przez cały czas swego zakonnego życia cieszył się szczególna jej opieką. Pod wieczór grupa postulantów dotarła do domu nowicjackiego w Czernej. Przeorem klasztoru był o. Kajetan od Najświętszego Serca Jezusowego (Furmanik), magistrem nowicjatu był o. Rudolf od Przebicia Serca św. Teresy (Warzecha). I tak 4 lipca 1975 r. Władek rozpoczął postulat w Czernej. W dwa tygodnie później, 20 lipca otrzymał habit zakonny z rąk o. Ottona od Aniołów (Filka) – ówczesnego prowincjała. Br. Władysław zachował swoje imię ze świata, a jako wezwanie przybrał sobie „Od Matki Bożej Czernieńskiej”. 

Od samego początku nowicjatu bardzo poważnie podchodził do swoich obowiązków. Wiernie zachowywał porządek dnia. Jego współbracia wspominają, że był szczególnie uczynny w pomocy bliźniemu. Robił to w sposób bardzo skryty, w myśl ewangelicznej zasady „niech nie wie twoja lewa ręka o tym, co czyni prawa” (Mt 6, 3). Z natury był bardzo cichy i spokojny. Dużo czasu poświęcał modlitwie prywatnej. Okres nowicjatu szybko upłynął i 22 lipca 1976 r. br. Władysław od Matki Bożej Czernieńskiej złożył na ręce o. Ottona od Aniołów – prowincjała, pierwsze śluby zakonne. Zaraz potem udał się na parę dni do domu. Pod koniec lipca 1976 r. przybył do naszego klasztoru w Poznaniu, gdzie mieści się kolegium filozoficzne. Przeorem klasztoru był o. Bazyli od św. Anzelma (Jabłoński), magistrem kleryków był o. Jakub od św. Teresy (Jaroszewicz). 

Br. Władysław doskonale radził sobie z nauką w Poznaniu. Był i tu również na czele. Gdy był na drugim roku filozofii zmarł mu ojciec. 

Pod koniec jego pobytu w Poznaniu, ówczesny, świeżo wybrany prowincjał o. Eugeniusz od Zwiastowania (Morawski) zaproponował mu wyjazd na dalsze studia do Rzymu. Władek jednak nie przyjął tej propozycji – nie wiemy co było tego powodem. Na początku sierpnia 1978 r. przybył wraz z pozostałymi współbraćmi do naszego klasztoru krakowskiego, gdzie mieści się studium teologiczne. Przeorem klasztoru był o. Mariusz od Wniebowziętej (Jaszczyszyn), z magistrem kleryków o. Benignus od Chrystusa Króla (Wanat). 

Również i na teologii br. Władysław doskonale radził sobie z nauką. Pogłębiał bardzo pilnie znajomość języków obcych. W miesiącach letnich 1979 i 1980 r. wyjeżdżał do Wiednia na kurs języka niemieckiego. 

W 1981 r., w lipcu i sierpniu odbywał drugi tzw. „nowicjat” przed profesją uroczystą. 

Śluby wieczyste złożył wraz z czterema pozostałymi współbraćmi, 8 września 1981 r. na ręce o. Eugeniusza od Zwiastowania – prowincjała. Tego samego dnia po południu ks. bp. Julian Groblicki udzielił mu święceń diakonatu. 

Na ostatnim roku studiów, pod kierownictwem o. Ottona od Aniołów napisał pracę dyplomową z teologii życia wewnętrznego. 

Święcenia kapłańskie kursu br. Władysława odbyły się w dość szczególnych okolicznościach. Było to na wiosnę 1982 r. Ojcowie mieli kłopoty z postaraniem się o biskupa na tę uroczystość. Tą wiadomością podzielili się z siostrami karmelitankami bosymi na Wesołej i te obiecały wszystko załatwić pod pewnym jednak warunkiem, że święcenia odbędą się w ich kościele. Chciały chociaż raz w życiu zobaczyć z bliska ten przepiękny obrzęd. Ojcowie, ostatecznie, zgodzili się na to. Siostry skontaktowały się z kardynałem Macharskim – metropolita krakowskim i przedstawiły mu całą sprawę. Jego eminencja zgodził się osobiście przewodniczyć tej szczególnej uroczystości u karmelitanek bosych na Wesołej. 

12 czerwca 1982 r. bracia Władysław od matki Bożej Czerneńskiej, br. Leszek od Najświętszego Sakramentu, br. Ryszard od św. Józefa i br. Arkadiusz od św. Pawła otrzymali w tymże kościele z rąk kardynała Macharskiegoo święcenia prezbiteratu. 

Po tych wszystkich uroczystościach nowowyświęcony kapłan o. Władysław otrzymał obediencję do klasztoru nowicjackiego w Czernej. Przybył tam 1 sierpnia 1982 r. Tam też spełniał różne funkcje: był socjuszem magistra nowicjatu, prowadził biuro mszalne i korespondencję, zajmował się katechizacją. Oprócz tego wykonywał różne inne prace duszpasterskie. 

Latem 1984 r. spotkał się w Mechelinkach, w domu rodzinnym ze swoim bratem o. Jozafatem. Wtedy właśnie zauważono u o. Władysława coś w rodzaju zmęczenia. Ale nikt nie przykładał do tego większej wagi. Po kilku miesiącach siostry Karmelitanki od Dzieciątka Jezus powiadomiły o. Jozafata, że jego brat nie czuje się dobrze. W lutym 1985 r. o. Jozafat udał się przypadkowo do Czernej i gdy zobaczył stan zdrowia swojego brata bardzo się przestraszył. Po rozmowie z przeorem czerneńskim zabrał go do Łodzi na badania lekarskie. Wyniki okazały się dobre i nic nie wskazywało na chorobę. Lekarze zalecali jedynie zmianę klasztoru. Mimo to o. Władysław udał się z powrotem do Czernej, gdyż był tam bardzo potrzebny. Jednak stan jego zdrowia coraz bardziej się pogarszał. W pierwszym dniu Świąt Wielkanocnych, 7 kwietnia 1985 r., powidomiono o. Jozafata o ciężkim stanie jego brata. O. Władysław był bardzo wyczerpany, nie wiedział nawet, że są święta i nie mógł prawie chodzić. 10 kwietnia 1985 r. o. Jozafat zabrał swego brata z jego osobistymi rzeczami do klasztoru łódzkiego. Zmiana środowiska wpłynęła na o. Władysława bardzo korzystnie. Powoli powracały mu siły. Odprawiał przede wszystkim nabożeństwa majowe, spowiadał, prowadził parę pogrzebów. Co tydzień poddawał się badaniom lekarskim, ale nic nie wskazywało na chorobę. Wakacje spędził u mamy w Mechelinkach. 

Dopiero w sierpniu badania komputerowe wykazały nowotwór w środkowej części mózgu wielkości 8cm x 6 cm x 5 cm. Po wyjściu ze szpitala o. Jozafat powiedział mu od razu o tym pokazując mu zdjęcie. O. Władysław przyjął tę wiadomość z wielkim spokojem i odtąd był bardzo opanowany, prawie szczęśliwy. A nowotwór rósł. 

Dnia 6 października 1985 r., w sobotę o. Władysław poprosił po raz pierwszy o sakrament chorych. Udzielił mu go o. Szymon od Matki Bożej (Plewa) – przeor klasztoru łódzkiego, w kaplicy chórowej, przy udziale całego zgromadzenia. O. Władysław odprawił po raz ostatni sam Mszę św. w uroczystość Wszystkich Świętych. Odtąd, ze względu na stan zdrowia mógł to czynić aż do św. Szczepana tylko w koncelebrze. Osłabł już w Wigilię Bożego Narodzenia. W ostatni dzień roku o. Dionizy od Narodzenia Pańskiego (Lubowicz) wyspowiadał go, a o. Jozafat, w obecności całego zgromadzenia udzielił mu po raz drugi sakramentu chorych. Od 1 stycznia 1986 r. o. Władysław nie schodził już z łóżka. W parę dni później stracił wzrok, potem częściowo mowę. Najmniejszy ruch ciała powodował nieraz bardzo bolesne ataki. Przez cały czas tego stanu nigdy nie narzekał, był bardzo cierpliwy i spokojny. Nawet nie wydawał jęku. Przyjmował wszystkie pokarmy jakie mu podawano. Nigdy o nic sam nie prosił. Pod koniec stycznia odwiedził go o. Benignus od Chrystusa Króla – prowincjał i po raz trzeci w obecności współbraci udzielił mu sakramentu chorych. O. Władysław w krótkiej rozmowie oświadczył o. prowincjałowi, że całkowicie zgadza się z wolą Bożą. 

Parę dni przed śmiercią, na początku kwietnia 1986 r., przyjechał do niego jego wujek, ks. Jan Dominik – bratanek Sługi Bożego, bpa Konstantyna Dominika. Udzielił mu po raz czwarty sakramentu chorych. W tych dniach u o. Władysława nastąpiły trudności z oddychaniem. W środę 9 kwietnia 1986 r., całe zgromadzenie rozpoczęło Mszą św. o godz. 18.00 dzień skupienia. Około godz. 20.00 powiadomiono, że zbliżał się koniec. Wokół chorego zebrało się całe zgromadzenie. Współbracia zaczęli odmawiać modlitwy: Litanię do św. Józefa, dziesiątek różańca, Salve Regina. Umierającemu podano gromnicę. Wtedy o. przeor po raz piąty udzielił mu sakramentu chorych. Życie w o. Władysławie powoli gasło. Około godz. 20.15 tętno serca było już niewyczuwalne. Po chwili przyjechał lekarz i stwierdził zgon. 

Pogrzeb odbył się w sobotę, 12 kwietnia. Uroczystościom przewodniczył ks. bp Bohdan Bejze – z Łodzi. Zgromadzili się również licznie współbracia zmarłego. Około 40 kapłanów, klerycy z Krakowa, siostry, zwłaszcza karmelitanki od Dzieciątka Jezus i wierni z miejscowej parafii. 

O zakończeniu Ofiary Eucharystycznej ks. biskup w kilku słowach serdecznie podziękował s. o. Władysławowi za to, że ostatnie chwile swego życia, tak wypełnione cierpieniem, spędził na terenie kościoła łódzkiego. Podkreślił wielką wartość apostolstwa cierpienia, które jest tak potrzebne dzisiejszemu światu. Ks. biskup powiedział również, że troskliwa opieka, prawdziwie braterska atmosfera i miłość, jaką był otaczany przez ostatnie dni śp. o. Władysław, jest najlepszym fundamentem pod budowę życia wspólnotowego w konwikcie łódzkim. 

Ciało zmarłego zostało złożone na cmentarzu w Łodzi, niedaleko kościoła karmelitów bosych. 

 

Tekst zaczerpnięto z periodyku “KARMEL” Kraków, wrzesień 1986

Używamy plików cookies Ta witryna korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności i plików Cookies .
Korzystanie z niniejszej witryny internetowej bez zmiany ustawień jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików Cookies. Zrozumiałem i akceptuję.
128 0.10436701774597